W drodze ze smakiem

"Raz zobaczyć jakąś rzecz znaczy więcej, niż sto razy o niej słyszeć." Epiktet z Hierapolis

W drodze ze smakiem

Rumunia – a może nad morze?

Planując wyprawę do Rumunii chcieliśmy dojechać nad morze. Obiecaliśmy sobie, że tym razem spędzimy na plaży chociaż kilka dni. Zawsze nas gdzieś ciągnie i nie możemy usiedzieć w jednym miejscu zbyt długo, ale muszę przyznać, że taki dłuższy (cztery dni 😉 ) odpoczynek dobrze nam zrobił 😉

Rumuńska linia brzegowa nie jest zbyt długa – zajmuje około 200 km. Przez to (a właściwie dzięki temu 😀 ) nie jest zbyt popularna wśród obcokrajowców. Większości np. polskich turystów wakacje nad Morzem Czarnym kojarzą raczej z Bułgarią. Tymczasem w Rumunii jest całkiem przyjemnie. Nad morzem w ogromnej większości przebywają zatem mieszkańcy Rumunii – tłumy na plażach i deptakach, na których życie toczy się od rana do późnych godzin nocnych. W nocy nam też udzielała się wesoła atmosfera, a za dnia szukaliśmy trochę prywatności. Na plażę szliśmy zawsze trochę dalej od centrum, gdzie nie było problemu ze znalezieniem miejsca dla siebie 🙂 Trochę drażnił nas jedynie piasek, a dokładnie maleńkie kawałeczki muszelek. Przyklejały się mocno do ciała i nawet pod prysznicem ciężko było się ich pozbyć 😉

Costinesti
Psy na plaży w Costinesti
Samolot na rondzie w Tuzli
Piesek i najpopularniejsze auto – Dacia

Costinesti

Zatrzymaliśmy się w niewielkiej miejscowości, znajdującej się mniej więcej na środku wybrzeża. Na miejscu okazało się, że mieścina jest bardzo popularna – coś pomiędzy Władysławowem a Sopotem 😉 Tłumy w dzień – wesołe tłumy w nocy 🙂 Idąc na plażę zawsze mijaliśmy małą stację kolejową, na której zawsze było dużo ludzi. Nie ma tam zabytków, ani ciekawych miejsc do zwiedzania. Typowa mieścina wypoczynkowa, z jednym charakterystycznym obiektem, odróżniającym ją od innych podobnych miejsc. W morzu, niedaleko brzegu ,można praktycznie z każdego miejsca w Costinesti zobaczyć wielki, zardzewiały, popękany statek. Dokładnie to wrak statku Evangelia, który osiadł na mieliźnie wiele lat temu płynąc do Konstancy, największego portu Rumunii. Teraz jest jedynie atrakcją turystyczną. Planowałam uchwycić jego wielkość podczas wschodu słońca, ale niestety moje lenistwo wygrało i zdjęć nie ma 😉 Z pewnością musi w takich okolicznościach wyglądać jeszcze bardziej okazale.

Evangelia
Znajdź kraba 😉
Dworzec kolejowy w Costinesti

Konstanca

Będąc nad morzem nie planowaliśmy opuszczać Costinesti (oprócz zakupów w pobliskiej Tuzli). Jednak jednego popołudnia pojechaliśmy do Konstancy, największej rumuńskiej miejscowości położonej nad morzem. Port zajmujący sporą część miasta połączony jest kanałem z Dunajem, dzięki czemu jest też głównym portem w Rumunii. Sama miejscowość nie zrobiło na nas wielkiego wrażenia – zwykłe portowe miasto. W drodze na plażę mijaliśmy pozostałości dawnych hoteli, które swoje dni świetności (w czasach komuny) mają już dawno za sobą. Ruiny mieszały się z nowymi budynkami i bogatą przystanią jachtową. Jednak to nie plaża czy port był głównym naszym celem. Chcieliśmy przede wszystkim zobaczyć jedną z największych atrakcji tamtejszej części Rumunii, czyli słynne Kasyno. Budynek znajduje się nad samym brzegiem, niedaleko portu. Wygląda niesamowicie, ale niestety widoczne jest także jak popada w ruinę. Szkoda, ale wyraźnie ta wizytówka z jakichś nieznanych nam powodów została pozostawiona sama sobie i powoli się rozpada. Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś zobaczymy ją w pełnym blasku…

Kasyno
Narodowe Muzeum Historii i Archeologii
Katedra Prawosławna
Przystań jachtowa
Plaża w Konstancy
Ruiny (prawdopodobnie) hotelu

Jedzenie nad morzem

Bardzo byliśmy ciekawi rumuńskiej kuchni. Jej opisy w internecie zapowiadały się całkiem ciekawie. Staraliśmy się skupić na tradycyjnych daniach, ale nie unikaliśmy także różnych przekąsek, zwłaszcza nad morzem. Pierwszego wieczora udaliśmy się do restauracji polecanej przez naszą gospodynię. Niestety, jedzenie wypadło średnio…:( Spróbowaliśmy golonki podanej na kapuście, smażonego karpia (to danie najbardziej nam polecano) oraz dodatku, czyli mamałygi – tradycyjnego rumuńskiego dania z mąki (lub kaszki) kukurydzianej. Najbardziej z tego zestawu smakowała nam kapusta 😉 Golonka była mocno spieczona, ryba mimo, że bardzo smaczna, była strasznie tłusta, a mamałyga nie zdobyła naszych serc i na pewno nie zostaniemy jej fanami 😉

Golonka na kapuście
Karp z mamałygą

Costinesti jest wypoczynkową miejscowością, w której można znaleźć więcej knajpek z szybkim jedzeniem niż typowych restauracji. Dlatego też spróbowaliśmy tamtejszej kuchni w kilku miejscach, które przypominały raczej bufety z szybką obsługą. I to był strzał w dziesiątkę! Świeże warzywa, grillowane mięsko, duża różnorodność ryb. Jednym z najpopularniejszych dań mięsnych jest z pewnością mititei, czyli coś na kształt grillowanych kiełbasek z mięsa mielonego (podobnie jak cevapi). Ale najbardziej przypadła nam do gustu tamtejsza fasolka, iahnie de fasole – gotowana fasolka w sosie pomidorowych, posypana świeżym koperkiem, po prostu palce lizać 🙂

Mititei
Koperkowa fasolka

Oczywiście na wakacjach nie mogło zabraknąć fast foodu 😉 Najlepsze okazały się smażone rybki, czyli idealna chrupiąca przekąska po kilku godzinach spędzonych nad wodą. Kebab też się pojawił – uwielbiam tamtejszą słodką cebulkę, smakuje identycznie jak ta, którą jedliśmy na Bałkanach. Dlatego też lubię tamtejsze kebaby – szybkie jedzenie z pysznymi świeżymi sezonowymi warzywami 😉

Pyszne rybki
Słodkie Sombrero
Kebab na urlopie musi być 😉

Wakacje nad morzem w Rumunii są idealnym pomysłem dla osób, którym nie przeszkadzają tłumy turystów, ale też dla osób szukających cichej plaży, bo i taką można znaleźć 🙂 Ba – dla nudystów jest też kilka plaż 😉

Ceny są praktycznie takie same jak w Polsce, nie nadwyrężają więc mocno budżetu. Nad morzem ceny są podobne do tych w głębi kraju. To na pewno odróżnia wakacje w Rumunii od tych nad naszym wybrzeżem 😉 Ogólnie rzecz ujmując te kilka dni spełniły jak najbardziej nasze oczekiwania, dzięki czemu udało nam się zrelaksować i odpocząć 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.