W drodze ze smakiem

"Raz zobaczyć jakąś rzecz znaczy więcej, niż sto razy o niej słyszeć." Epiktet z Hierapolis

W drodze ze smakiem

Godzinka wśród Gwiazd Hollywood

Pasadena graniczy z Los Angeles, więc na mojej liście ‘must see’ nie mogło zabraknąć Hollywood. Wybrałam się tam w poniedziałkowy poranek. Skorzystałam ze zwykłej komunikacji miejskiej zwanej trochę na wyrost „Metrem”, czyli tak naprawdę ze zwykłego autobusu. Pierwsze schody pojawiły się na przystanku, ponieważ nie było na nim rozkładu, godziny odjazdów można sprawdzić jedynie przez internet. Poza Wifi nie korzystałam z internetu (opłaty by mnie puściły z torbami), dlatego zostało mi czekanie, ale nie trwało to nigdy dłużej niż 20 minut. I całe szczęście, ponieważ był straszny upał, ponad 30 stopni w cieniu. Nie kupowałam biletów, a jedynie wpłacałam odliczone dolary do automatu (który nie wydaje reszty) . Udało mi się kilka razy jechać za darmo lub taniej, kierowcy widząc moje nieudolne poszukiwania drobnych machali jedynie ręką i kazali przechodzić dalej bez płacenia 😉

Dojechałam z Pasadeny do Hollywood tylko jednym autobusem w około 1.5 godziny. Chciałam zobaczyć słynną Hollywodzką Aleję Gwiazd, która ciągnie się na chodniku wzdłuż Hollywood Boulevard. Znajduję się na niej prawie 3000 gwiazd, które dedykowane są znanym postaciom show-biznesu, zarówno tym prawdziwym jak i tym fikcyjnym. Widoczny jest również słynny napis Hollywood, który znajduję się w paśmie niewysokich gór Santa Monica. Mijałam takie miejsca jak Teatr Chiński Graumana, Muzeum Figur Woskowych czy Dolby Theatre, w którym każdego roku wręczane są Oscary. Ogólnie całkiem miło zobaczyć miejsca, które widzi się jedynie w telewizji, ale czy poleciłabym komuś wycieczkę w to miejsce? Raczej nie. Chyba, że przejazdem lub dla zagorzałego fana jakiejś sławy, mającej swoją różową gwiazdę. Na pewno jest tam dużo turystów, jak również bardzo dużo sklepów z pamiątkami, oczywiście większość Made In China… Jest to typowe miejsce nastawione na zarobek z turystów. Nie byłabym sobą gdybym też nie kupiła kilku bibelotów. Jakie musiało być moje zdziwienie kiedy zorientowałam się, że udało mi się trafić na magnes wyprodukowany w USA 😉

Niby jedna ulica, a jej przejście zajęło mi prawie 3 godziny, a szłam tylko po jej zacienionej stronie… Po tej wyczerpującej wędrówce wśród tłumów udałam się w dalszą podróż ku plażom Oceanu Spokojnego, co opisałam tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.