W drodze ze smakiem

"Raz zobaczyć jakąś rzecz znaczy więcej, niż sto razy o niej słyszeć." Epiktet z Hierapolis

W drodze ze smakiem

Dwa dni w dwóch miastach Serbii

Cały plan szybkiej podróży po Bałkanach był jak najbardziej przemyślany. Nie wiem co mi przyszło do głowy, gdy tuż przed wyjazdem zmieniłam jeden przystanek w Serbii. Chcieliśmy jednego dnia objechać Belgrad i zatrzymać się w Nowym Sadzie. Drugi dzień mieliśmy spędzić w okolicach miasteczka Kuršumlija, aby przede wszystkim zobaczyć Đavolja Varoš, czyli tzw. Miasto Diabła. Ale niestety to drugie musi poczekać na następny raz, ponieważ ostatecznie jeden dzień spędziliśmy w Nowym Sadzie, a drugi w Belgradzie.

Do Serbii wjeżdżaliśmy od strony Węgier przez niewielkie przejście graniczne. Później praktycznie cały czas, aż do Macedonii poruszaliśmy się autostradą, zatrzymując się jedynie na dwa dni. Droga była na przyzwoitym poziomie, jej stan spokojnie pozwalał na rozwijanie maksymalnej dopuszczalnej prędkości. I tylko dopuszczalnej. Serbska policja bowiem lubi rejestrować prędkość na autostradach. Ustawiają się pod wiaduktami i nie da się wymigać, ponieważ tuż za bramkami czeka patrol, aby wręczyć mandacik. Na szczęście my jeździmy przepisowo 😉

 

Nowy Sad

 

W Serbii naszym pierwszym przystankiem był Nowy Sad, będący stolicą okręgu Vojvodina. Region zamieszkują głównie Serbowie, lecz jest tutaj również duży odsetek Węgrów. Pierwsze wrażenie jaki na nas wywarł to, że miasto jest praktycznie wymarłe, zapewne przez niedzielne popołudnie. Sklepy były w większości zamknięte, w ogródkach restauracyjnych widzieliśmy jedynie nielicznych turystów. Spacerując malowniczymi uliczkami zajrzeliśmy do prawosławnej cerkwi – katedry św. Jerzego. W ciszy, uciekając w cień przed zalewającym nas upałem mijaliśmy piękny budynek Pałacu Biskupiego oraz Kościół im. Maryi.

 

Katedra św. Jerzego Nowy Sad
Katedra św. Jerzego
Katedra św. Jerzego Nowy Sad
Katedra św. Jerzego
ul. Nikole Pašića Nowy Sad
ul. Nikole Pašića
Pałac Biskupi Nowy Sad
Pałac Biskupi

 

 

deptak Zmaj Jovina Nowy Sad
deptak Zmaj Jovina

 

Cały czas kierowaliśmy się powoli w kierunku naszego głównego celu – twierdzy Petrovaradin. Twierdza wznosi się na wzgórzu naprzeciw Nowego Sadu nad samym Dunajem, a w swojej historii była świadkiem niejednej bitwy.

 

Petrovaradin - miasto Nowy Sad
Petrovaradin – miasto
Petrovaradin Nowy Sad
widok z twierdzy Petrovaradin na Nowy Sad, w tle plaża miejska
Petrovaradin Nowy Sad
mieszkaniec twierdzy Petrovaradin

 

Jednak nie samym zwiedzaniem człowiek żyje. Strasznie głodni zatrzymaliśmy się na obiad w restauracji pod samymi murami twierdzy z widokiem na rzekę oraz miasto. To tutaj po raz pierwszy spróbowaliśmy tradycyjnej bałkańskiej kuchni. I wrażenia były jak najbardziej pozytywne. Smaczne grillowane mięso, do tego najlepsza cebulka jaką jadłam w życiu. Zamówiliśmy sobie również ziemniaki gotowane ze szpinakiem – bardzo dziwne, aczkolwiek całkiem udane połączenie. Najedzeni, a raczej przejedzeni powłóczyliśmy się po twierdzy, na której terenie znajduje się również muzeum. Jednak nie mieliśmy już sił na jego zwiedzanie.

 

grillowana papryka chilli Nowy Sad
grillowana papryka chilli
cevapi Nowy Sad
pierwsze bałkańskie dania
bulwar nad Dunajem Nowy Sad
bulwar nad Dunajem
kościół im. Maryi Nowy Sad
kościół im. Maryi

 

Wracając zauważyliśmy coś, co później okazało się normą na Bałkanach. Mieszkańcy wychodzą „na miasto” jak zaczyna się ściemniać, co nie dziwi przy takich upałach. I wtedy kawiarnie i restauracje pękają w szwach,. Gwar głośnych rozmów niesie się wśród uroczych uliczek.

 

Belgrad

 

Od Nowego Sadu do Belgradu jedzie się zaledwie godzinkę. Belgrad jest stolicą i zarazem największym miastem w Serbii. Znajduje się przy ujściu Sawy do Dunaju. Samo miasto nie wywarło na nas specjalnego wrażenia, ani nam się nie spodobało, ale też nie odrzuciło. Belgrad jest jednym z najstarszych miast w Europie, dlatego jego zabudowa (zwłaszcza w centrum) jest mocno niejednorodna. Taki miszmasz, który nas trochę przytłoczył.

Na początek spróbowaliśmy słynnej serbskiej kawy. Na szczęście nie mamy problemów z sercem, ponieważ tak mocny napój dałby nam popalić. Fakt była to nieziemska siekiera, podana ze szklanką wody, ale na nogi postawiła jak nic. Od tej pory wiedziałam jak przetrwać nasze tempo zwiedzania Bałkanów – jedna siekiera i lecimy 🙂

W pobliżu wynajmowanego przez nas mieszkania znajdowała się najsłynniejsza w Serbii i jedna z największych na świecie Cerkiew świętego Sawy. Zajrzeliśmy na chwilę do środka, po czym udaliśmy się w poszukiwaniu dobrego obiadu, po drodze zaliczając prawdziwie kremowe lody.

 

belgradzkie lody Belgrad
belgradzkie lody
cerkiew świętego Sawy Belgrad
cerkiew świętego Sawy
cerkiew świętego Sawy Belgrad
cerkiew świętego Sawy

 

Na jednym z blogów spotkałam się z pochwałami dań w jednej z belgradzkich restauracji, gdzie podobno podają najlepsze cevapi, czyli tradycyjne grillowane paluszki z mięsa mielonego. Kiedy tam dotarliśmy byliśmy przygotowani na nieziemskie smaki…niestety przeliczyliśmy się. Moje cevapi były nawet dobre, chociaż fajerwerków nie było. Janek rozczarował się jednak bardzo. Jako, że nie przepada za wołowiną, a jego danie nie było zbyt dobrze doprawione i smak samego mięsa był mocno wyczuwalny, był po prostu zły… 🙁  Najgorzej, że dania jak i sama restauracja była wysoko punktowana na różnych portalach internetowych. I tak niestety popsuło nam to dobry humor, bo niestety, jesteśmy osobami, którym rozczarowania kulinarne potrafią zepsuć nastrój.

 

pljeskavica Belgrad
pljeskavica z cebulką
cevapi Belgrad
ćevapi w picie zwanej somun

 

Jednak trzeba było ruszyć dalej. Bardzo chcieliśmy zwiedzić muzeum Tesli, ale niestety w poniedziałki jest zamknięte. Musi pozostać na kolejny raz 😉 Naszym kolejnym celem były fortyfikacje Kalemegdan rozciągające się na wzgórzu nad obiema rzekami. Jest to ogromny teren, na który trzeba poświęcić co najmniej jeden, może nawet dwa dni. Znajduje się tam wiele parków, po których można spacerować przez długie godziny, są historyczne resztki różnych budowli, muzeum wojskowe czy przyrodnicze.

 

Kalemegdan Belgrad
Kalemegdan
Kalemegdan Belgrad
Kalemegdan
Kalemegdan Belgrad
Kalemegdan
Kalemegdan Belgrad
Kalemegdan

 

Nie mieliśmy całego dnia, więc trochę pospacerowaliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną zahaczając o słynną ulicę Skadarlija. Ulica jest znana jako główna siedziba artystów, a także miejsce, gdzie jadają najbardziej znane postacie na świecie. Jest bardzo krótka, na niektórych budynkach znajdują się bardzo ładne murale. To tam pierwszy raz podczas naszej wyprawy spróbowaliśmy trunku, z którego mieszkańcy Bałkanów są bardzo dumni, i który większość pędzi samodzielnie. Mowa oczywiście o rakii, która często bywa mocniejsza niż wódka. Na ulicy przy jednym z barów stał kelner i częstował za niewielką opłatą kieliszeczkiem tego mocnego trunku. Ekspertem nie jestem, ale pigwowa rakija jest całkiem do przełknięcia 😉

 

ulica Skadarlija Belgrad
ulica Skadarlija
ulica Skadarlija Belgrad
ulica Skadarlija

 

Niestety Belgrad nas przytłoczył, przez co nie wyjeżdżaliśmy z Serbii zachwyceni.  Dam jej jednak jeszcze szansę i mam nadzieję, że wrócimy tam na dłużej i zobaczymy miejsca poza utartym szlakiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.