W drodze ze smakiem

"Raz zobaczyć jakąś rzecz znaczy więcej, niż sto razy o niej słyszeć." Epiktet z Hierapolis

W drodze ze smakiem

Chwila nad Oceanem – prawie jak Baywatch

Droga z Hollywood na plażę w Santa Monica okazała się jeszcze bardziej skomplikowana niż z Pasadeny do samego Hollywood. Nie znalazłam bezpośredniego autobusu, więc musiałam wybrać podróż z przesiadkami. Czekając na przesiadkę zauważyłam, że wybrany autobus jeździ do Santa Monica tylko późnym popołudniem. Nic straconego, dojechałam nim do Venice Beach. I bardzo dobrze się stało, ponieważ dzięki temu mogłam przejść malowniczą plażą z Venice do Santa Monica w godzinkę. Tak na marginesie Santa Monica to nie dzielnica Los Angeles, a osobne miasto.Ten plan bardzo mi się spodobał.

Swoje pierwsze kroki skierowałam na brzeg, żeby pomoczyć sobie stopy w Oceanie. To moczenie zapamiętam na długo, ponieważ zmusiło mnie do nieplanowanego zakupu. Podeszłam sobie do brzegu, chwilę chodziłam w wodzie, ale przyzwyczajona do naszego Bałtyku nie zorientowałam się, że mimo braku silnego wiatru fale są tam jednak o wiele większe niż u nas. I tak po chwili (a dokładnie jednej z tych ‘niewielkich’ fal) stałam nieruchomo mokra do pasa zastanawiając się co się właśnie przed chwilą stało. Tak fala mnie zalała, tak miałam na sobie grube spodnie, które na pewno w kilka godzin nawet w takim upale by nie wyschły, na szczęście paszport i portfel w saszetce na pasie nie zdążyły nasiąknąć… Dlatego właśnie musiałam udać się na pobliski deptak i kupić sobie nowe spodenki. Zawsze to nowy ciuszek i jakaś pamiątka 😀 Mają nawet herb stanu Kalifornia 😉 Deptak jak to deptak w znanej miejscowości był pełen plażowiczów, sporo osób jeździło na rowerach czy hulajnogach, które można było wypożyczyć.

Na końcu mojej drogi znajdowało się molo Santa Monica Pier. To na tym molo kończy się słynna Route 66 łącząca wschodnie wybrzeże USA z zachodnim.

Z racji braku czasu zrobiłam tylko kilka zdjęć i musiałam wracać do Pasadeny. Tym razem również skorzystałam z autobusu, a nawet trzech. Podróż była całkiem ciekawa, mijałam po drodze Bel Air, gdzie znajdują się podobno najdroższe rezydencje w całym USA. Autobus jechał także przez Beverly Hills, jedno z najbardziej ekskluzywnych miast w Stanach, które podobnie jak Santa Monica nie jest dzielnicą Los Angeles. Jednak mimo że były to super znane miejsca, nie zobaczyłam zbyt wiele, ponieważ większość nieruchomości była mocno osłonięta od świata zewnętrznego. Ale byłam? Byłam 🙂 Jednak nie rozumiem jak turyści mogą płacić za wycieczki po ulicach właśnie Beverly Hills, skoro i tak nic nie zobaczą… Mnie też zaczepiano i naciągano na takie zwiedzanie, na szczęście jestem nieugięta 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.