W drodze ze smakiem

"Raz zobaczyć jakąś rzecz znaczy więcej, niż sto razy o niej słyszeć." Epiktet z Hierapolis

W drodze ze smakiem

Słoneczna kalifornijska kuchnia

Kalifornia kusi najrozmaitszymi smakami. Jest to ogromny region o zróżnicowanej kuchni. Podobnie jak w całych Stanach znajdziemy tam dania pochodzące praktycznie z całego świata. Odległość Los Angeles do granicy z Meksykiem wynosi zaledwie 200 km. Z tego względu znaczną część mieszkańców stanowią imigranci zza południowej granicy. Miałam wrażenie, że co druga restauracja była właśnie z kuchnią meksykańską. Z tego powodu już pierwszego dnia miałam okazję spróbować prawdziwych meksykańskich dań. I muszę przyznać, że bardzo polubiłam to kolorowe, solidnie przyprawione i pachnące jedzenie.

Nie będę polecać konkretnych lokali, bo myślę, że mija się to z celem, ale na pewno mogę polecić tą kuchnię osobom, które wybierają się do Kalifornii. Smakami Meksyku można zachwycać się na śniadanie (np. burrito z dodatkiem jajka), podczas lunchu czy kolacji. Prawie wszystkie dania jakie miałam okazję próbować były obficie udekorowane świeżą kolendrą, którą bardzo lubię. Tacos, burrito, fajita, nachos czy quesadilla, to dania, które na pewno będą mi przypominać moją krótką wyprawę w ten odległy zakątek świata.

Będąc pierwszy raz w USA chciałam posmakować jak najwięcej. Słynną ‚Amerykę’ znałam jedynie z filmów, więc siłą rzeczy szukałam takich dań, które się w nich pojawiały i z czego u nas słynęły Stany. Podczas śniadań postawiłam na słodkości. Wbrew pozorom w Pasadenie (w której nocowałam) ciężko było znaleźć prawdziwą klasyczną amerykańską restaurację serwującą naleśniki i kawę z dokładką. Na szczęście przypadkiem na taką trafiłam. Ucieszyłam się już na wejściu, gdyż klientelę stanowili starsi mieszkańcy, wiedziałam, że to dobry znak. Jak wszystkie dania, które udało mi się skosztować, naleśniki były ogromne, z dodatkiem słodkiego syropu. Były smaczne, ale nie mogłabym tak jeść codziennie 😉 W tej samej restauracji, która była także cukiernią kupiłam na wynos ćwiartkę (czyli najmniejszy możliwy kawałek) słynnego Apple pie. Nie było za słodkie, takie akurat na wieczór. Oczywiście wśród różnego rodzaju ciast nie mogło zabraknąć brownie czy kwaskowatych ciast cytrynowych.

Poza naleśnikami wśród śniadaniowych dań najczęściej wybierałam także gofry czy słynne tzw. donuty, czyli pączki z dziurką. Nie jadam codziennie śniadań na słodko, także bardzo przyjemnie było zrobić sobie taki tygodniowy przesłodzony wyjątek.

W czasie lunchu bardzo popularne są miejsca serwujące różnorodne kanapki, od zwykłych po grillowane, makarony czy zupy. Można również oczywiście spróbować wszechobecnych fast foodów, te które jadłam miały sporą ilość świeżych warzyw, co uważam za wielki plus tego typu jedzenia. Takie szybsze jedzenie, a solidniejsze dania zarezerwowane były na kolację.

Warto również spróbować świeżych owoców, a także z racji położenia owoców morza. Podobno kalifornijskie awokado uchodzą za najlepsze na świecie. Przyznam były bardzo smaczne, niestety owoców morza nie miałam już czasu spróbować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.