W drodze ze smakiem

"Raz zobaczyć jakąś rzecz znaczy więcej, niż sto razy o niej słyszeć." Epiktet z Hierapolis

W drodze ze smakiem

Sweet kisses, czyli co przywieźć w małej walizce

Zawsze nawet z najkrótszej podróży przywożę jakieś przekąski. Najczęściej są to słodycze, do których mam niestety dużą słabość, ale także dlatego, że samolotem je najlepiej przewieźć. Do Los Angeles leciałam jedynie z małą walizką podręczną, więc miejsca nie miałam zbyt wiele, ale postarałam się upchać kupione łakocie. Półki sklepowe tak samo jak u nas uginały się od wszelkiego rodzaju batonów, żelek, ale także batonów zbożowych.

Moją uwagę zwróciły czekoladki w kształcie babeczek nadziewane masłem z orzeszków ziemnych. Co jak co, ale amerykańska kuchnia jak najbardziej kojarzy się z masłem orzechowym (chociaż akurat orzeszki ziemne nie należą do orzechów ;)). Same cukierki były najsmaczniejsze ze wszystkich jakich wtedy próbowałam. Produkowane przez firmę Hershey’s, jedną z największych firm produkujących słodycze na świecie, działającą już ponad sto lat.

Jednymi z pierwszych słodkości, produkowanymi do dzisiaj są tzw. Hershey’s Kisses, cukierki wytwarzane z mlecznej klasycznej czekolady Hershey’s w kształcie małych łez. Byłam w Stanach zaraz po amerykańskim Święcie Niepodległości, dlatego udało mi się zdobyć specjalną patriotyczną edycję tych czekoladek.

Oprócz najpopularniejszych amerykańskich pralinek, będąc w Los Angeles warto zaopatrzyć się również w lokalne słodycze. A takimi na pewno są pyszne kalifornijskie cukierki i czekoladki produkowane przez See’s Candies. Można je znaleźć chociażby na lotnisku w Los Angeles, gdzie kupiłam swoje karmelowo-orzechowe cukierki w białej czekoladzie. Kremowa czekolada z kokosem otaczająca słodko-słony twardy krokant i orzechy nerkowca. Żałuję, że nie kupiłam więcej rodzajów, ale walizka miała ograniczoną objętość.

Można także znaleźć słodycze spotykane u nas, jednak czasem w innej formie lub o niespotykanym smaku. Mój bratanek jest „ememkożercą”, więc w moim bagażu nie mogło zabraknąć chociaż jednej paczki M&M-ków 🙂 A wybór był naprawdę ogromny, od karmelowych, przez miętowe po takie z migdałami.

Poza słodyczami wyprodukowanymi w USA udało mi się np. zakupić orzechy makadamia w czekoladzie pochodzące z Hawajów czy malutkie brownie z Kanady.

Na koniec, żeby nie było, że tylko słodycze mi w głowie, kupiłam również pistacje prosto z kalifornijskich upraw 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.